Kategorie
Bez kategorii

#5 Z Arktyki do Sarbinowa. Relacja z wyprawy na Spitsbergen z 1925 roku

Latem roku 1927 letnicy wypoczywający w Sarbinowie mogli uczestniczyć w wydarzeniu, które wyróżniało się spośród typowych koncertów, corocznych festynów, przedstawień czy wieczorków tanecznych organizowanych w nadmorskich kurortach. Zarząd kąpieliska zaprosił bowiem gościa dobrze znanego w środowisku niemieckich badaczy polarnych, człowieka, który zaledwie dwa lata wcześniej powrócił z arktycznej wyprawy na Spitsbergen. Dla mieszkańców oraz letników była to rzadka okazja, by wysłuchać opowieści o świecie skutym lodem oddalonym o tysiące kilometrów.

Max Grotewahl (1894–1958), bo o nim mowa, należał do grona niemieckich naukowców zajmujących się badaniami geofizycznymi. Ukończył studia w Getyndze oraz Kilonii. Był matematykiem, oficerem marynarki wojennej oraz specjalistą od pomiarów magnetycznych Morza Bałtyckiego. W 1925 roku zorganizował własną ekspedycję naukową na północno-zachodni Spitsbergen wraz z trzema współpracownikami: geologiem i zoologiem Rudolfem Jupitzem, fotografem Walterem Ankersenem oraz operatorem filmowym Fritzem Billerem.

Badania prowadzono w rejonie Zatoki Magdaleny (Magdalenefjorden), jednym z najpiękniejszych, ale zarazem najsłabiej poznanych wówczas zakątków archipelagu Svalbard. Członkowie ekspedycji wykonywali pomiary geofizyczne i geologiczne, prowadzili obserwacje przyrodnicze oraz dokumentowali krajobrazy Arktyki. W czasie wyprawy zdobyli sześć wcześniej niezdobytych szczytów i jako pierwsi przeszli trzy przełęcze. Jednej z nich nadali nazwę Kieler Pass („Przełęcz Kilońska”), upamiętniając miasto, z którym byli związani. Jednakże powrót do kraju nie przebiegł zgodnie z planem. Złe warunki lodowe uniemożliwiły terminowe odebranie ekspedycji, przez co przez dłuższy czas nie było wiadomo, jaki los spotkał jej uczestników. Ostatecznie wszyscy badacze bezpiecznie wrócili do Niemiec.

Wyprawa miała jeszcze jeden ważny skutek. Po jej zakończeniu Grotewahl założył w Kilonii Archiwum Badań Polarnych (Archiv für Polarforschung), którego celem było gromadzenie map, fotografii, wyników badań i dokumentacji z wypraw arktycznych. Instytucja ta stała się później podstawą działalności Niemieckiego Towarzystwa Badań Polarnych i wydawanego do dziś czasopisma naukowego Polarforschung.

Na dwa dni przed spotkaniem miejscowa prasa Bade Anzeiger (przeczytaj więcej tutaj)  opublikowała ogłoszenie zachęcające do udziału w prelekcji. Przypominano w nim dramatyczne okoliczności wyprawy, której uczestnicy przez wiele tygodni pozostawali odcięci od świata. Organizatorzy zapowiadali również pokaz około 60 kadrów wykonanych podczas ekspedycji oraz możliwość osobistego spotkania z jej kierownikiem. Wykład odbył się wieczorem 16 lipca w Kath’s Hotel, Saal und Garten-Restaurant, mieszczącym się pod dzisiejszym adresem ul. Nadmorska 64.

Kilka dni po prelekcji zamieszczono również relację z wydarzenia. Autor podkreślał, że wykład był bogaty w treść i został uzupełniony licznymi fotografiami wykonanymi podczas ekspedycji. Relacje z innych wykładów Grotewahla pokazują, że nie ograniczał się jedynie do opowiadania o trudach wyprawy i walorach naukowych badań nad klimatem czy polem magnetycznym. W przejmujący i plastyczny sposób przybliżał słuchaczom zarówno surowe, majestatyczne piękno Arktyki, jak i codzienność żmudnej pracy polarnika – od lądowania z 28 cetnarami sprzętu (około 1,4 tony), poprzez mieszkanie w namiotach i żeglugę składanymi łodziami pośród gór lodowych, aż po niebezpieczną przeprawę przez szczeliny i zaspy śnieżne. Przeplatał powagę naukowej ekspedycji z lekkim, dowcipnym tonem. Żywo reagującą publiczność rozbawiał humorystycznymi anegdotami.

Jednocześnie dziennikarz zwrócił uwagę, że frekwencja nie spełniła oczekiwań organizatorów. Jego zdaniem zbyt mało osób skorzystało z możliwości wysłuchania człowieka, który zaledwie dwa lata wcześniej kierował wyprawą naukową na Spitsbergen. Podkreślił jednak, że wszyscy obecni opuścili salę bardzo zadowoleni i byli wdzięczni prelegentowi za interesującą opowieść oraz chętne odpowiadanie na pytania publiczności.

Co ciekawe, oryginalne fotografie wykonane podczas ekspedycji, które prezentowane były podczas prelekcji zachowały się do dziś. Album zawierający 51 zdjęć autorstwa fotografa wyprawy Waltera Ankersena jest obecnie oferowany przez londyński antykwariat oraz wystawiony na portalu eBay. Cena wynosi około 3000 funtów brytyjskich, czyli blisko 15–16 tysięcy złotych. Według opisu sprzedawcy fotografie pochodzą z archiwum Maxa Grotewahla i wiele z nich prawdopodobnie nigdy nie zostało opublikowanych.

 

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

Max  Grotewahl:

Spitzbergen:

Kath’s hotel:

Źródła:

Allgemeiner Badeanzeiger. Nachrichtenblatt des Ostpommerschen Bäderverbandes., 4. Jg., nr 12 i 14, Köslin 1927, s. 1

Lüdecke C., Zum 100. Geburtstag von Max Grotewahl (1894–1958), Gründer des Archivs für Polarforschung, „Polarforschung”, t. 65, 1995.

„Die deutsche Spitzbergen Expedition 1925”, Hamborner Volks-Zeitung, 29. Jg., nr 347, 1927, s. 7.

Kategorie
Bez kategorii

#4 Jak przyszła caryca podarowała Jamnu złoty naszyjnik

Przez stulecia Jamno wykształciło własną, niepowtarzalną kulturę ludową. Mieszkańców wyróżniały charakterystyczne stroje, hafty oraz pielęgnowane od pokoleń zwyczaje. Z tą dawną rybacką osadą wiąże się również ciekawa historia złotego naszyjnika pruskiej księżniczki Charlotty, który przez ponad sto lat stanowił nieodłączny element stroju ślubnego jamneńskich panien młodych. O tym wydarzeniu latem 1900 roku przypomniała swoim czytelnikom, opisywana już w jednym z poprzednich artykułów (klik!), gazeta Bade Anzeiger.

Historia przenosi nas do roku 1817. Dziewiętnastoletnia wówczas księżniczka Charlotta (a tak właściwie Fryderyka Ludwika Charlotta Hohenzollern), córka króla Fryderyka Wilhelma III i królowej Luizy, wyruszyła do Petersburga, gdzie miała poślubić księcia Mikołaja Romanowa. Towarzyszył jej młodszy o rok brat Wilhelm (późniejszy cesarz Wilhelm I). Oboje zatrzymali się po drodze na Górze Chełmskiej (Gollenberg) koło Koszalina, skąd rozciągał się widok na okoliczne wsie, lasy i wybrzeże Bałtyku. Dla mieszkańców Jamna była to wyjątkowa okazja, by powitać członków pruskiej rodziny królewskiej.

Jak czytamy dalej w artykule, wśród delegacji witającej gości znalazły się miejscowe panny, które wystąpiły w swoich uroczystych strojach ślubnych. W ich imieniu przemówiła reprezentantka starego jamneńskiego rodu – Anna Lassahn. Zadeklamowała ona wiersz nawiązujący do wcześniejszego spotkania mieszkańców Jamna z królową Luizą. Prasa przytacza także krótką wymianę zdań. Gdy Charlotta zapytała Annę, gdzie znajduje się jej narzeczony, ta odpowiedziała szczerze i zuchwale w miejscowym dialekcie dolnoniemieckim:

„Hei löppt noch unner de Annern”
(„Biega jeszcze pośród innych”)

Wzruszona mową i rozbawiona odpowiedzią księżniczka zdjęła z szyi swój złoty naszyjnik i podarowała go Annie na pamiątkę spotkania.

Cenny dar szybko stał się jednak źródłem sporu. Rodzina Lassahn uznała, że hojny prezent należy wyłącznie do nich. Z kolei pozostałe panny i mieszkańcy wsi – na czele z sołtysem i proboszczem – stali na stanowisku, że naszyjnik był darem dla całej społeczności i powinien stać się wspólnym dobrem. Rozgorzała batalia na tyle zaciekła, że sprawa trafiła do władz w Koszalinie, a ostatecznie skierowano pisemną prośbę o rozstrzygnięcie do samej darczyńczyni. Charlotta zdecydowała, że ozdoba nie będzie prywatną własnością żadnej z mieszkanek. Miała być przechowywana i zakładana każdej pannie młodej podczas ślubu jako honorowa ozdoba. Anna Lassahn otrzymała natomiast od księżniczki 50 talarów.

Jeszcze w tym samym roku Charlotta przyjęła prawosławie jako Aleksandra Fiodorowna i poślubiła Mikołaja Pawłowicza, a gdy ten osiem lat później objął tron jako Mikołaj I – została cesarzową Rosji (i matką późniejszego cara-reformatora Aleksandra II). Wiele wskazuje na to, że po latach na carskim dworze wciąż chętnie wracała pamięcią do tej historii. Gdy koszaliński malarz August Hauptner namalował obraz przedstawiający jamneńską pannę młodą przyozdabianą jej dawnym naszyjnikiem, król Prus Fryderyk Wilhelm III zamówił kopię tego dzieła za 40 fryderyksdorów, a sama caryca przesłała artyście cenny pierścień z brylantem.

Przez kolejne pokolenia złoty naszyjnik zajmował szczególne miejsce w jamneńskiej tradycji ślubnej. Zgodnie z wolą księżniczki był przechowywany w miejscowym kościele i zakładano go pannom młodym podczas ślubów. Jego dalsze losy urywają się w 1945 roku. W czasie działań wojennych zaginął i do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Pozostała jednak historia, którą ponad 125 lat temu przypomniał czytelnikom „Bade Anzeiger” – opowieść o spotkaniu mieszkańców Jamna z przyszłą carycą Rosji.

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

 

Wesele jamneńskie:

 Kultura jamneńska:

Kościół i odświętny strój jamneński:

Strój jamneński:

Źródła:

Aus Jamund, „Amtlicher Bade-Anzeiger für die Bade-Orte: Gr.-Möllen, Nest, Bauerhufen, Sorenbohm, Deep u. Laase”, Köslin 1900, Nr 7, s. 3.

Kuczkowski A., Początki zainteresowania naukowego Jamnem i jego kulturą, „Rocznik Koszaliński”, 2023, nr 51, s. 37-52.

Polechoński P., Z historii Koszalina i regionu: Naszyjnik księżniczki Charlotty, czyli wielka kłótnia sołtysa Jamna, „Głos Koszaliński” / GK24.pl, 2024 [dostępny online].

Jahn U., Meyer Cohn A., Jamund bei Cöslin, „Zeitschrift des Vereins für Volkskunde” 1891a, t. I, z. 1, s. 77-100.

„Kunst–Blatt”, 1838, nr 7 (23 stycznia 1838), s. 28.

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Kategorie
Bez kategorii

‼️Komunikat

Data Morskiego Festiwalu Smaku i Tradycji uległa zmianie, w związku z niekorzystnymi warunkami pogodowymi.

Kategorie
Bez kategorii

#3 Ślady na wietrze – o dawnych wiatrakach w Sarbinowie i Mielnie

Ślady na wietrze. Historia dawnych wiatraków w Sarbinowie i Mielnie

Trudno dziś uwierzyć, że jeszcze niespełna sto lat temu nad polami Mielna i Sarbinowa górowały skrzydła wiatraków. Przez dziesięciolecia mielono w nich zboże, z którego powstawała mąka dla okolicznych gospodarstw oraz śruta wykorzystywana do karmienia zwierząt. Jednocześnie były charakterystycznym elementem krajobrazu, widocznym z daleka zarówno dla mieszkańców, jak i przyjezdnych.

Najstarszym wiatrakiem w okolicy był młyn w Sarbinowie (Sorenbohm). Jak podaje pastor oraz geograf Ludwig Wilhelm Brüggemann w swoim opisie Pomorza z 1784 roku, korzystali z niego nie tylko mieszkańcy Sarbinowa, ale również Mielna, Mielenka, Chłopów, Gąsek, Strzeżenic, a także Będzinka, Bagicza oraz kilku pomniejszych osad w okolicy. Z kolei zboże z Unieścia (Nest) i Czajcze (Deep) trafiało do Koszalina. Obowiązywał wówczas tzw. przymus młynarski (Zwangsmühlgäste), zgodnie z którym mieszkańcy mogli mielić zboże wyłącznie w wyznaczonym miejscu, uiszczając za tę usługę stosowną opłatę. Był to powszechny element gospodarki feudalnej.

Sytuacja zmieniła się około roku 1803, kiedy mistrz młynarski Erdmann Friedrich Pirwitz, który przybył na te tereny prawdopodobnie z okolic Wolina, wybudował pierwszy wiatrak w Mielnie. Od tego momentu wszystkie pobliskie miejscowości uniezależniła się od młyna w Sarbinowie. Przez wiele lat pozostawał on w rękach rodziny Pirwitzów, przechodząc z pokolenia na pokolenie. Jednakże z opublikowanego w 1860 roku ogłoszenia Królewskiego Sądu Powiatowego w Koszalinie dowiadujemy się, że wobec majątku właściciela młyna, Johanna Friedricha Theodora Pirwitza, wszczęto postępowanie egzekucyjne, a należące do niego nieruchomości wystawiono na przymusową licytację. Dokument ten zawiera cenną informację – wymieniono w nim dwie odrębne nieruchomości hipoteczne, podkreślając, że na każdej znajdował się wiatrak. Jest to najstarsze znane źródło jednoznacznie potwierdzające istnienie dwóch takich obiektów w Mielnie. Fakt ten potwierdzają również niemieckie mapy topograficzne z 1894 i 1915 roku. Wynika z nich, że oba wiatraki były usytuowane w niewielkiej odległości od siebie, po przeciwnych stronach torów kolejowych. Pierwszy wiatrak najprawdopodobniej stał w miejscu odpowiadającym dzisiejszemu wjazdowi do Mielna, naprzeciwko ulicy Zielonej. Można więc przyjąć, że przez co najmniej kilkadziesiąt lat obie budowle funkcjonowały równocześnie.

Zachowane fotografie pozwalają przypuszczać, że młyny w Mielnie były drewnianymi wiatrakami typu holenderskiego, nazywanymi potocznie holendrami ziemnymi. W takich konstrukcjach skrzydła schodziły znacznie niżej, dzięki czemu można było je obsługiwać bezpośrednio z poziomu gruntu. Nie posiadały tzw. galerii, czyli pomostu biegnącego wokół korpusu, z którego młynarz obsługiwał skrzydła oraz hamulec. Było to rozwiązanie znacznie nowocześniejsze od starszych typów budowli, takich jak choćby koźlak. Ich korpus miał kształt zwężającego się ku górze wieloboku, obitego pionowymi deskami i zwieńczonego obracaną czapą ze skrzydłami (ruchoma była jedynie jego górna część). Dzięki temu wiatraki były stabilniejsze, mogły osiągać około 9–13 metrów wysokości, a wraz ze skrzydłami przekraczały nawet 15 metrów, dominując nad okoliczną zabudową.

Więcej wątpliwości pod względem konstrukcji budzi natomiast wiatrak w Sarbinowie. Jego czworoboczna bryła odbiega od typowych dla Pomorza wielobocznych holendrów. Ponieważ wiadomo, że młyn funkcjonował już w XVIII wieku, gdy dominowały jeszcze, wspomniane wcześniej, koźlaki. Nie można wykluczyć, że właśnie od takiej konstrukcji się wywodzi. Jednakże brakuje mu charakterystycznych elementów konstrukcji takich jak przede wszystkim kozła, czyli masywnej drewnianej podstawy, na której osadzony był cały obracający się budynek, ani miecza (dyszla) – długiej belki służącej do ustawiania całego wiatraka względem kierunku wiatru. Niewykluczone więc, że w późniejszym okresie młyn został gruntownie przebudowany i otrzymał rozwiązania charakterystyczne dla wiatraków typu holenderskiego. Obecny stan źródeł nie pozwala jednak tej hipotezy jednoznacznie potwierdzić.

Zasada działania wiatraków była stosunkowo prosta. Wiatr obracał skrzydła, te wprawiały w ruch wał napędowy, a następnie system drewnianych przekładni przenosił energię na kamienie młyńskie, które mieliły ziarno na mąkę. Praca młynarza wymagała dużego doświadczenia. Musiał odpowiednio ustawiać skrzydła względem kierunku wiatru, regulować tempo pracy oraz kontrolować prędkość obrotów, aby nie doprowadzić do uszkodzenia mechanizmu.

Z biegiem lat tradycyjne technologie zaczęły ustępować miejsca nowoczesnym rozwiązaniom. Jeden z mieleńskich wiatraków został uszkodzony przez silną wichurę, która zniszczyła jego skrzydła. Nie zdecydowano się na ich odbudowę, zamiast tego młyn wyposażono w bardziej wydajny i niezależny od warunków atmosferycznych napęd elektryczny. Po zakończeniu II wojny światowej zarówno wiatrak w Mielnie, jak i w Sarbinowie odeszły do lamusa i  zostały rozebrane. Dziś przypominają o nich jedynie archiwalne fotografie, dawne mapy i dokumenty. Symboliczną pamiątką po sarbinowskim wiatraku pozostaje również ulica Młyńska, której nazwa do dziś nawiązuje do miejsca, gdzie niegdyś stał.

 

Stare Mielno i Unieście
Jarosław Bieńkowski

 

Mapa z planem powstania wiatraków:

Młyn w Mielnie:

Wiatrak w Sarbinowie:

 

Widok na wiatrak z brzegu Jeziora Jamno:

Źródła:

– Brüggemann, L.W., Beschreibung des gegenwärtigen Zustandes des Königl. Preußischen Herzogthums Vor- und Hinterpommern, Stettin 1784, s. 539.

– Prarat, M., Młyny wodne, wiatraki i kieraty w XIX i 1. połowie XX w. na terenie Pomorza (w granicach dawnych Prus Zachodnich). Technika i architektura, Toruń 2023, s. 263 – 362.

– Erdmann J., Ostseebad Großmöllen in historischen Bildern, 2014.

Kategorie
Bez kategorii

Morski Festiwal Smaku i Tradycji

Ahoj Kamraci! 🏴‍☠️🦜
3️⃣ dni dzielą nas od Morskiego Festiwalu Smaku i Tradycji 🌊
Atrakcje podczas wydarzenia:
💀Strefa Piratów i Poszukiwaczy Skarbów,
📸 Morska ścianka do robienia zdjęć,
🎭 Animacje i zabawy dla całych rodzin,
👨‍👩‍👧 Rodzinna strefa wypoczynku,
 Spotkanie z żywą maskotką Marynarzem
Do zobaczenia! 🤩
Kategorie
Bez kategorii

#2 Odkryj z nami przedwojenną historię Mielna na łamach dawnej prasy

Dziś o najważniejszych wydarzeniach z życia lokalnej społeczności informuje „Życie Gminy”. Jeszcze do 2014 roku mieszkańcy mogli sięgać po „Gazetę Mieleńską”, którą przez wiele lat prowadził śp. Hilary Kubsch. Niewiele osób wie jednak, że tradycje dziennikarskie na naszym terenie sięgają znacznie dalej, bo aż początków XX wieku.

Pierwszą taką publikacją był Bade Anzeiger, czyli sezonowy tygodnik, który po raz pierwszy ukazał się 1 lipca 1900 roku. Pismo skierowane było przede wszystkim do letników odwiedzających nadmorskie kurorty. Początkowo obejmowało swoim zasięgiem Mielno (Gross Möllen), Unieście (Nest), Chłopy (Bauerhufen), Sarbinowo (Sorenbohm), Deep (nieistniejącą dziś wieś Czajcze) oraz Łazy (Laase). W kolejnych latach dołączono także Ustronie Morskie (Henkenhagen), Mielenko (Klein Möllen) i Bagicz (Bodenhagen). Co ciekawe, Gąski pojawiły się jedynie sporadycznie i tylko w postaci krótkich wzmianek.

Na łamach tygodnika można było znaleźć opisy miejscowości, ich atrakcji oraz ofertę hoteli, pensjonatów i restauracji. Publikowano również liczne ogłoszenia, rozkłady jazdy pociągów i statków kursujących po jeziorze Jamno, prognozy pogody oraz zapowiedzi i relacje z koncertów, przedstawień, pokazów, zabaw, zawodów sportowych czy prelekcji. Znaczną część gazety zajmowały reklamy, które stanowiły jedno z głównych źródeł finansowania pisma. Ogłaszały się zarówno lokalne przedsiębiorstwa – apteki, cukiernie, sklepy i restauracje – jak i ogólnokrajowe firmy reklamujące m.in. żarówki, okulary czy proszek do prania. Nie brakowało także wiadomości ze świata, informacji porządkowych i regulaminów, między innymi dotyczących zasad korzystania z kąpieli morskich czy odnośnie utrzymania porządku na plaży. Można było rozwiązać krzyżówkę, sprawdzić wyniki loterii krajowej lub zajrzeć do kącika humoru. Swoje miejsce miały również wiersze, opowiadania oraz listy nadsyłane przez czytelników do redakcji.

Jednym z naprawdę interesujących elementów gazety były tzw. kurlisty, czyli wykazy osób przebywających w uzdrowiskach. Zawierały one imię i nazwisko gościa, wykonywany zawód, miejsce pochodzenia, liczbę osób towarzyszących oraz informacje o zakwaterowaniu. Dzięki temu wiemy, że do Mielna najczęściej przyjeżdżali mieszkańcy Berlina i okolicznych miast Pomorza, zwłaszcza… Koszalina. Wśród letników można było znaleźć Polaków oraz odwiedzających z Rosji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych czy Transwalu (znajdującego się na terenie dzisiejszej Republiki Południowej Afryki). Wśród miejsc noclegowych najbardziej obleganym w Mielnie był m.in. hotel Böttchera (stojący w miejscu dzisiejszego dyskontu Biedronka) czy Bernardei (nieistniejąca już Villa Millenium), w Unieściu prym wiódł hotel Peglowa (na terenie dzisiejszego ośrodka Krokus), natomiast w Chłopach wczasowicze chętnie wybierali „Zamek na Piasku”, czyli ówczesny Strandschloss. Obok tych flagowych lokalizacji popularnością cieszyły się także mniejsze pensjonaty oraz kwatery prywatne tak jak ma to miejsce dzisiaj. Kurlisty pokazują również, kim byli ówcześni turyści – dominowali kupcy, urzędnicy, lekarze, nauczyciele i przedsiębiorcy, a więc przede wszystkim przedstawiciele rozwijającej się klasy średniej.

Początkowo za druk i wydawnictwo odpowiadała drukarnia J.Rosenberga z Koszalina. Publikację gazety przerwał wybuch I wojny światowej. Po trwającej dekadę przerwie pismo wznowiono w 1924 roku. Od tego czasu ukazywało się nakładem koszalińskiej oficyny Hendessa i było wydawane aż do zakończenia sezonu letniego 1940 roku.

Oryginalne egzemplarze gazety przechowywane są dziś m.in. w bibliotece Uniwersytetu w Greifswaldzie oraz w bibliotece państwowej w Berlinie. To niezwykle cenne źródło historyczne, które pozwala spojrzeć na przedwojenne Mielno i okoliczne miejscowości nie przez pryzmat wielkich wydarzeń, lecz lokalnych historii, a także stać się przy tym świadkami zmian, jakie na przestrzeni lat zachodziły w życiu mieszkańców oraz wczasowiczów. Możemy poznać wydarzenia, zwyczaje, działalność przedsiębiorców oraz atmosferę nadbałtyckiego kąpieliska sprzed ponad stu lat.

W kolejnych artykułach z cyklu „Historyczne Piątki” będziemy przybliżać najciekawsze historie odnalezione na jej stronach. Mamy nadzieję, że wspólnie uda nam się odkryć wiele zapomnianych ciekawostek z dziejów Mielna i okolic.


Stare Mielno i Unieście
Jarosław Bieńkowski

Źródło:

– Bade Anzeiger (1900 – 1940), archiwalne roczniki ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Greifswaldzie,

– Erdmann J., Ostseebad Großmöllen in historischen Bildern, 2016,

– Fotopolska.eu – część fotografii

Przejdź do treści
Przejdź do treści