Kategorie
Bez kategorii

#9 Mielno pod herbem. Historia właścicieli majątku nad Jamnem

Czasem aby trafić na ślady związane z Mielnem trzeba poszukać w miejscach, w których nie spodziewalibyśmy się ich znaleźć. Będąc w Gdańsku, warto zajrzeć do Bazyliki Mariackiej. Nie tylko po to, aby wdrapać się na wieżę, z której roztacza się piękny widok na miasto i jego dawną zabudowę. Dobrze jest też przejść się po nawie głównej i… patrzeć pod nogi. Wśród licznych, często mocno już zatartych płyt nagrobnych można dostrzec charakterystyczny herb: tarczę, na której widnieje słońce z osiemnastoma promieniami, pomiędzy którymi umieszczono trzy strzały – dwie skierowane ku górze i jedną w dół. Powyżej znajduje się hełm z ozdobnym płaszczem tzw. labrysem, z którego wyłaniają się trzy postacie kobiet w nakryciach głowy. Na tej samej płycie można odczytać również nazwisko, które przez ponad 140 lat było związane z Mielnem – von Schmeling. To pomorska rodzina szlachecka, która przez pokolenia władała tutejszym majątkiem i częścią okolicznych ziem.

Historia zaczyna się na początku XIX wieku. Georg Heinrich von Schmeling, oficer rezerwy i były dowódca regimentu piechoty w Prusach Wschodnich, kupił w 1804 roku miejscowe dobra od rodziny von Below za 7000 talarów. W tym samym roku wraz z żoną i synem przeniósł się do nowo nabytej posiadłości. Początek nie okazał się jednak szczególnie szczęśliwy. Lokalna legenda głosi, że już rok później, piorun wywołał pożar, w którym spłonęły niemal wszystkie budynki gospodarcze oraz dom mieszkalny. Uratowała się wielka owczarnia wraz z cennym stadem. Według rodzinnej relacji stało się to dzięki dość niezwykłemu przypadkowi. Gospodyni właśnie namoczyła wielkie pranie, które następnie pośpiesznie rozłożono na dachu owczarni. Mokra bielizna ochroniła budynek przed iskrami unoszonymi przez wiatr.

Być może właśnie odbudowa po pożarze była początkiem nowego rozdziału mieleńskiego majątku. Georg Heinrich dał się poznać jako dobry gospodarz. Został radnym powiatowym, a w 1811 roku zastępował nawet Czcigodnego Mistrza koszalińskiej loży wolnomularskiej. Był również zwolennikiem nowoczesnego rolnictwa. Na mieleńskich gruntach rozpoczęto drenowanie i meliorację podmokłych pól, dzięki czemu można było zwiększyć powierzchnię ziemi nadającej się pod uprawę i pastwiska. Wprowadzano również bardziej wydajne sposoby gospodarowania, w tym wielopolowy płodozmian.

Von Schmelingowie szybko stali się jedną z ważniejszych rodzin szlacheckich w okolicy. Oprócz Mielna w różnych okresach posiadali lub dzierżawili także okoliczne majątki, między innymi Bannow (dzisiejsze Barnowo), Klein Möllen (Mielenko), Groß Streitz (Strzeżenice), Güdenhagen (Mścice), Todenhagen (Dobre) czy Neuenhagen (Dobiesławiec).

Po śmierci Georga Heinricha majątek odziedziczył jego syn Gustav Ernst Emmanuel (1797–1874). Był majorem, kawalerem Orderu Orła Czerwonego II klasy z liśćmi dębu i członkiem zakonu joannitów. W praktyce dużą rolę w prowadzeniu gospodarstwa odgrywała jednak jego żona Marie von Schmeling z domu von Gaudecker, nazywana „Majorową”. Nauczyła się ona rolnictwa u boku swojego ojca, landrata powiatu koszalińskiego z Kerstin (Karścino), i potrafiła prowadzić gospodarstwo zgodnie z duchem czasów. Wraz z innymi pomorskimi ziemianami założyła w Berlinie „Pommersche Meiereien”, gdzie sprzedawano świeże mleko, masło i sery. Rodzina angażowała się również w życie miejscowej parafii, wspierając remonty i rozbudowę kościoła, w tym zakup organów.

Dom rodu znajdował się przy Kirchenstraße, dzisiejszej ulicy Kościelnej. Został pod koniec XIX wieku znacznie rozbudowany, a otaczający go park zyskał bardziej reprezentacyjny, krajobrazowy charakter. Dla gości przygotowano nawet kort tenisowy. Najznamienitszym z nich był bez wątpienia książę Eitel Friedrich. W styczniu 1914 roku, po potężnych sztormach, które nawiedziły pomorskie wybrzeże, przybył do Mielna, aby obejrzeć zniszczenia na wybrzeżu i w okolicach kanału jamneńskiego oraz dodać otuchy poszkodowanym i żołnierzom walczącym ze skutkami żywiołu.

Najbardziej interesującą postacią ostatniego pokolenia właścicieli był Max von Schmeling (1874-1949). W tym miejscu łatwo o pomyłkę. Nie chodzi bowiem o słynnego boksera, mistrza świata wagi ciężkiej urodzonego w 1905 roku. Max z Mielna urodził się ponad trzydzieści lat wcześniej. Był prawnikiem, ziemianinem i kawalerem zakonu joannitów. W latach 1902-1914 pełnił również funkcję zwierzchnika miejscowego okręgu administracyjnego, a przede wszystkim był ostatnim właścicielem mieleńskiego majątku.

Szczególnie zasłużył się dla rozwoju nadmorskiego kąpieliska. Był między innymi przewodniczącym Möllener Badeverein – Stowarzyszenia Kąpielowego. W roku 1900 podarował teren pod park zdrojowy oraz przylegający do niego las o powierzchni 10 mórg. Popierał utworzenie Warmbadu, czyli zakładu z ciepłymi kąpielami, pomiędzy ulicami Krumme – i Marienstraße (w miejscu niegdysiejszego Cafe Oskar na rogu ulicy Nadbrzeżnej z Kościuszki). Teren nad jeziorem Jamno przekazał Towarzystwu Wioślarskiemu i Żeglarskiemu, które wzniosło tam przystań dla łodzi oraz dom żeglarski z możliwością noclegu, a także pomost. Oddał również gminie teren pod boisko sportowe, a ponadto przekazał ziemie i wsparł budowę domu opieki dla dzieci (Kinderheim) wzniesionego w 1909 roku, w miejscu dzisiejszego Domu Pomocy Społecznej. Był też właścicielem zbiorów prac Paula Dahlena – malarza znanego z drzeworytów, obrazów martwej natury i litografii. Artysta miał swoje dzieła podarować w ramach przyjaźni. Część z nich znajduje się w zbiorach Muzeum w Koszalinie.

Kiedy widmo wojny było coraz bliżej, rodzina opuściła swoje włości w 1943 roku, przenosząc się do Berlina. Po 1945 roku majątek przejęło państwo, tworząc tu PGR. Choć upływ lat przyniósł rozebranie potężnych stodół i zaplecza gospodarczego, to sam dwór przy ul. Kościelnej przetrwał do dzisiaj.

Wspomniana płyta nagrobna Karola von Schmelinga, od której rozpoczęliśmy tę opowieść, przypomina o zasięgu wpływów jakie mogła posiadać ta pomorska rodzina, ale trudno jednoznacznie ustalić dokładny stopień pokrewieństwa. Pozostałości po rodzie nie trzeba jednak szukać aż w Trójmieście. Ich ślad zachował się również w mieleńskim kościele, gdzie do dziś można podziwiać dwa witraże ufundowane w 1904 roku z okazji 80. urodzin „Majorowej” Marie von Schmeling. Jeden z nich przedstawia Dobrego Pasterza, a u jego podstawy znajdują się herby rodzin von Schmeling i von Gaudecker. Drugi ukazuje Świętą Rodzinę. Oba są cenną pamiątką po dawnych gospodarzach mieleńskich ziem.

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

Max von Schmeling

Dwór Shmellingów

Płyta nagrobna z herbem

Fragment witraża w Mielnie

Źródła:

-Scheller R., Das Haus Großmöllen – lebendige Erinnerung und historische Überlieferung, Tübingen 1971.

-Kuczkowski A. (red.), Deszcz pada na świątynię! Masoni w Koszalinie i na Pomorzu w latach 1777–1933, Koszalin 2018.

-Erdmann J., Ostseebad Großmöllen in historischen Bildern, Koszalin 2014.

-Amtlicher Bade-Anzeiger, Jg. 1, nr 1–2, Köslin 1900.

-Szultka Z., Krótki rys historyczny wsi Mielno i jego kościółka, [w:] Kościół w Mielnie jako miejsce kultu i zabytek, Poznań 2007.

Kategorie
Bez kategorii

Wrześniowe godziny otwarcia

🕛 Godziny otwarcia Punktu Informacji Turystycznej w Mielnie w okresie 1-13 września. Jednocześnie informujemy, że sezonowy punkt w Sarbinowie jest czynny do końca sierpnia ℹ️

Kategorie
Bez kategorii

#8 Odrodzony jak feniks z popiołów. Pożar w Hotelu Böttchera

Latem 1900 roku Mielno tętniło życiem. Z roku na rok nad Bałtyk przyjeżdżało coraz więcej letników. W 1899 roku odnotowano 517 gości, a pod koniec kolejnego sezonu było ich już 726. Nadmorska miejscowość żyła koncertami, rautami, spacerami, wycieczkami i popularnymi wówczas reunionami – spotkaniami towarzyskimi, podczas których można było porozmawiać, posłuchać muzyki, potańczyć i po prostu spędzić wieczór w gronie innych wczasowiczów.

Najtłoczniej bywało w Bernardei (niegdysiejszej Villi Millenium), w hotelu Peglowa w Unieściu oraz w należącym do Wilhelma Böttchera hotelu, któremu towarzyszyła także sąsiednia restauracja „Elysium”. Sama nazwa nie była zresztą przypadkowa – w mitologii greckiej oznaczała krainę szczęśliwości, miejsce wiecznego spokoju i rozkoszy, co doskonale pasowało do kurortowej atmosfery, w której można było, choć na chwilę, oderwać się od codzienności. Nikt nie przypuszczał, że jeszcze tego samego roku oba te miejsca przestaną istnieć.

Późnym wieczorem 18 sierpnia około godziny 21:30, pełne turystów Mielno powoli układało się do snu. Konne omnibusy odjechały już w kierunku Koszalina, a na placu pozostała jedynie samotna dorożka mająca zabrać ostatnich maruderów. Wtedy to młody chłopiec pracujący u piekarza Pahlowa wszedł do stajni z zapaloną latarnią. Niespodziewanie jeden z koni spłoszył się i uderzył w nią kopytem. Szklana osłona rozbiła się w drobny mak, a otwarty płomień błyskawicznie zajął rozrzuconą wkoło słomę, aby szybko przenieść się na drewnianą konstrukcje szachulcową. Jak pisała lokalna prasa Bade Anzeiger, „w mgnieniu oka cała stajnia stanęła w płomieniach”.

Choć uwięzione wewnątrz zwierzęta zdołały uciec, żywioł był nie do powstrzymania. „Z szaloną prędkością pożar rozprzestrzeniał się dalej” – relacjonował dziennikarz. Żywioł najpierw obrócił w popiół stajnię wraz z budynkiem mieszkalnym, po czym bezlitośnie przeniósł się na sąsiednią posesję Böttchera. W kilka chwil pożarł część hotelową z okazałą salą i reprezentacyjnymi pomieszczeniami restauracyjnymi. Niestety, pomoc w gaszeniu przybyła na miejsce zbyt późno, aby zapobiec ogromnym stratom. Tragedia była tym większa, że rozegrała się pod sam koniec sezonu – w momencie, gdy właściciele liczyli na ostatni, podsumowujący udane lato zysk.  

Historia tego miejsca nie zakończyła się jednak w zgliszczach. Jak donosiła prasa, oba obiekty były ubezpieczone, co pozwalało myśleć o ich odbudowie. Zaledwie rok później w pierwszym numerze gazety kąpieliskowej można było z dumą obwieścić:

Jak feniks z popiołów z małego „Elysium” powstał nowoczesny dom kuracyjny.

Nowo wybudowany Böttcher’s Kurhaus*, zachwycał rozmachem. Budynek dysponował około 40 pokojami gościnnymi, dwiema salami, werandą, urokliwym ogrodem na tyłach i przestronną jadalnią, stając się natychmiast nową wizytówką kąpieliska. Już w 1901 roku powróciły tu tradycyjne wieczory z muzyką oraz sobotnie reunionen, a pełen sukcesów sezon zwieńczono uroczystą kolacją dla półsetki gości. Statystyki nie kłamały – w pierwszym roku funkcjonowania w obiekcie zatrzymało się 147 osób. Zważywszy na to, że Mielno odwiedziło wówczas 805 letników, to prawie co piąty wczasowicz wybierał nocleg właśnie u Böttchera.

Dom kuracyjny pomyślnie przeszedł swój pierwszy sezon, a jak się później okazało, na długie lata wpisał się w krajobraz kurortu.

Po 1945 roku obiekt wszedł w nowy rozdział polskiej już historii. W czasach PRL-u oddano go pod skrzydła Funduszu Wczasów Pracowniczych – początkowo przyjmował gości pod nazwą „Wczasowa Dola”, by z czasem zyskać miano „Jantara”. Przez kolejne dekady tysiące Polaków spędzało w jego murach swoje wymarzone urlopy nad Bałtykiem.

Finał tej ponad stuletniej opowieści nadszedł w 2013 roku, kiedy zapadła decyzja o wyburzeniu dawnego Kurhausu. W miejscu, które przez pokolenia stanowiło symbol elegancji i tożsamości mieleńskiego kąpieliska, wzniesiono market sieci Biedronka. W ten sposób dawne Elysium i reprezentacyjny punkt na mapie miejscowości ustąpiły miejsca prozaicznej funkcji handlowej. To cichy i skłaniający do refleksji przykład tego, jak współczesność potrafi zatrzeć materialne ślady bogatej historii nadmorskich kurortów.

* nazwę Kurhaus nosił tylko przez dwa kolejne lata, potem funkcjonował już pod poprzednią nazwą Hotel Böttchera.

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

Źródła:

– Amtlicher Bade-Anzeiger für die Badeorte: Gr.-Möllen, Nest, Bauerhufen, Sorenbohm, Henkenhagen, Deep, Laase. Köslin 1900–1901.

– Fotografie: własne, fotopolska.eu

Kategorie
Bez kategorii

#7 Znane i zapomniane pomniki gminy Mielno

Dziś zdecydowana większość z nich wciąż stoi na swoich miejscach, jeden zmieniał lokalizację, a po kolejnym pozostały już tylko archiwalne fotografie. Niektóre mijamy prawie codziennie i znamy doskonale, inne odkrywamy na nowo. Każdy z nich jest jednak fragmentem większej historii – od przedwojennych majątków ziemskich, przez wojenne losy mieszkańców, aż po współczesne symbole nadmorskich kurortów. Kryją się za nimi opowieści o ludziach, trudnych wydarzeniach i przemianach całego regionu. Przemierzmy więc okolicę w ich poszukiwaniu – nie tylko śladem obiektów doskonale znanych, ale i tych, o których przypominają już tylko dawne zapiski.

Jeleń, który przywędrował nad morze

Najbardziej charakterystycznym pomnikiem Mielna jest bez wątpienia jeleń. To on znajduje się na okolicznościowej monecie wydanej z okazji 50-lecia gminy. Jego historia zaczęła się jednak nie nad Bałtykiem, lecz w Krępie, między Niedalinem a Bobolicami. W okresie międzywojennym baron Wilhelm von Versen, właściciel tamtejszego majątku, wybrał się, jak to miał w zwyczaju, na polowanie. Udało mu się wówczas ustrzelić wyjątkowy okaz, tzw. dwunastaka, gdyż posiadał on aż 12 odnóg poroża. Dla upamiętnienia tego wydarzenia baron zlecił wykonanie posągu. Odlew powstał w Poczdamie z tak zwanego „białego metalu” i stanął w przypałacowym parku.

W 1945 roku pałac spłonął, ale ocalała za to rzeźba. Najpierw znalazła się pod domem miejscowego kowala, a rok później przewieziono ją do Mielna, gdzie ustawiono w dawnym parku zdrojowym, obok muszli koncertowej. W nowym miejscu jeleń szybko stał się popularną atrakcją i idealnym kompanem do zdjęć z wakacji. Nie zawsze traktowano go jednak z należytym szacunkiem. Turyści wspinali się na rzeźbę, wieszali na jej porożu różne przedmioty, a przede wszystkim zabierali jego fragmenty na pamiątkę. Z czasem monument był coraz bardziej okaleczony. W 1996 roku wykonano jego nowy odlew, ale również on nie uniknął kolejnych uszkodzeń (w 2007 roku oderwano mu nawet głowę).

Z okazji 50-lecia Gminy Mielno, w roku 2023, jeleń otrzymał nową wersję. Rzeźbę wykonał Romuald Wiśniewski, opierając się między innymi na zachowanych dawnych fotografiach oraz na prawie identycznym pomniku, który znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Stary monument trafił natomiast na zasłużoną emeryturę, wciąż dumnie stojąc przed budynkiem Archiwum Państwowego w Koszalinie. Jego młodszy brat bliźniak, jak dobrze wiemy, stoi przed Urzędem Miejskim, nadal będąc jedną z wizytówek okolicy. Strzeże on kapsuły czasu, która została w tym samym roku umieszczona obok i zostanie otwarta w 2073 roku.

Mors i jego mali zastępcy

Jeżeli jeleń kojarzy się z Mielnem od pokoleń, to jego znacznie młodszym zwierzęcym symbolem jest mors. Jego pomnik stanął przy wejściu na plażę na ulicy Kościuszki w 2010 roku. Autorem wykonanej z brązu rzeźby jest poznański rzeźbiarz i odlewnik Robert Sobociński. Jego obecność jest nierozerwalnie związana z organizowanym już od 2004 roku Międzynarodowym Zlotem Morsów. Na jednym się jednak nie skończyło.

Jak Wrocław ma swoje krasnale, Gdańsk lwy, tak Mielno posiada własne morsiki. W 2022 roku pojawił się pierwszy z nich – Hilary, poświęcony pamięci pomysłodawcy Zlotu oraz długoletniego redaktora naczelnego „Gazety Mieleńskiej”, Hilarego Kubsha. W następnych latach sukcesywnie pojawiały się kolejne figurki, które rozeszły się po nadmorskich miejscowościach gminy: Gęsiorek został artystą w Gąskach, Sarbinek zbiera bursztyny w Sarbinowie, Franuś jest rybakiem w Chłopach, Florian odpoczywa jako plażowicz w Mielenku, a Uniesty występuje jako pływak w Unieściu, a od niedawna dołączył także Leszek z Mielna, inspirowany wieloletnim szefem ratowników.

Pamięci lotnikom, saperom oraz ludziom morza

Na skraju Promenady Przyjaźni znajduje się pomnik przypominający o tragicznym wydarzeniu z 7 września 1987 roku. Podczas lotu treningowego z jednostki w Zegrzu Pomorskim samolot TS-11 Iskra wpadł do Bałtyku, kilkaset metrów od brzegu. Zginęli wówczas kapitan pilot Jan Kozyra i podporucznik pilot Ryszard Duro. Pomnik ufundowali ich koledzy z Jednostki Wojskowej 5069. Choć katastrofie uległa Iskra, to głównym elementem monumentu jest pionowy fragment usterzenia samolotu MiG-21 z charakterystyczną biało-czerwoną szachownicą.

Poza tymi trzema pomnikami gmina ma również inne miejsca upamiętnienia. W Unieściu (przy ulicy 6 Marca) stoi kamień z tablicą poświęconą żołnierzom 19. Batalionu Saperów, którzy polegli w walce lub podczas powojennego rozminowywania kraju. Niedaleko od niego, przy ulicy Morskiej, znajduje się kotwica z napisem „Ku pamięci tych, którzy nie wrócili z morza”. Podobny akcent spotkamy przy przystani rybackiej w Chłopach, gdzie tradycje połowów są bardzo długie i wciąż żywe. W tej samej miejscowości stoi również obelisk 16. południka, ustawiony w 2007 roku. Z kolei w Mielnie, przy ulicy Parkowej, zlokalizowany jest najmłodszy z wymienionych tu obiektów, przypominający o dawnej linii tramwajowej działającej od 1913 roku, o której pisaliśmy w poprzednim tygodniu.

Pomnik, którego już nie ma

Najbardziej zapomniany, a zarazem pierwszy znany monument na terenie gminy znajdował się w Sarbinowie. W przedwojennym Sorenbohm w 1923 roku wzniesiono pomnik poświęcony mieszkańcom parafii poległym podczas I wojny światowej. Stanął w wyjątkowym miejscu – na niewielkiej wyspie położonej na stawie przy kościele, do której prowadził mostek.

Za jego powstaniem szczególnie zaangażowany był miejscowy pastor Klasing, któremu pomimo panującej wtedy inflacji udało się zebrać środki na budowę pomnika. Wykonał go koszaliński kamieniarz i rzeźbiarz Rutzen. Wykorzystano między innymi szwedzki granit, a na postumencie umieszczono nazwiska poległych mieszkańców z Sarbinowa, Paprotna, Gąsek, Bagicza, Chłopów oraz Kieszkowa. Wśród upamiętnionych byli żołnierze polegli na frontach Wielkiej Wojny, między innymi pod Verdun, Ypres i nad Sommą. Całość wieńczyła naturalnej wielkości figura klęczącego żołnierza ze zdjętym hełmem. Zachowany przedwojenny opis podkreślał także malownicze otoczenie posągu – stare dęby, staw i niewielką wyspę.

W latach 50. XX wieku obiekt został usunięty. Wszystko wskazuje na to, że pomnika nie wywieziono, lecz najprawdopodobniej w całości wrzucono go do otaczającego wysepkę stawu, a cały teren następnie zasypano.

Jak możemy przeczytać na innym mieleńskim monumencie, wzniesionym niegdyś w 25. rocznicę PRL: „Czerpać naukę z historii to obowiązek i przywilej każdego człowieka”. Warto więc czasem przystanąć i przyjrzeć się mijanym na co dzień kamieniom, rzeźbom czy tablicom. Za każdym z nich może kryć się historia, której na pierwszy rzut oka zupełnie nie widać – czasem wciąż obecna w przestrzeni gminy, a czasem zachowana już tylko na dawnych fotografiach.

 

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

 

Pałac w Krępie z Jeleniem (ok. 1910 r.)

Jeleń w Parku

Jeleń rysunek, 1967 r.

Pomnik pocztówka z 1930 r.
Źródła:

– Franczukowski Z., Mieleńskie opowieści, Mielno/Polanica Zdrój 2018.

– Onlineprojekt Gefallenendenkmäler, Sorenbohm (Denkmal: I. Weltkrieg), Kreis Köslin, Pommern (http://www.denkmalprojekt.org/2021/sorenbohm_lk-koeslin_wk1_pom.html)

– Bentlage, G. W., „Heldenehrung am Ostseestrand”, Unsere Heimat. Beilage zur Kösliner Zeitung, nr 8, 1922.

– „Früher in Sorenbohm. Anreise nach Sorenbohm”, Strandbote des Heimatkreises Köslin-Bublitz, Ausgabe 15, 2005.

– Zdjęcia własne, fotopolska.eu oraz polska-org.pl

 

 

Kategorie
Bez kategorii

Przedsiębiorcy Gminy Mielno! 👋🏼

Dostajemy sporo zapytań, związanych z wolnymi kwaterami na najbliższy weekend – i nie tylko 🛏️ Jeśli w Waszym obiekcie są wolne miejsca noclegowe, powiadomcie nas, a my przekażemy to naszym turystom! 👋
Przekaż nam informacje o wolnych miejscach, wypełniając formularz pod poniższym adresem lub mailowo/telefonicznie.
Formularz: https://forms.cloud.microsoft/r/yU4Qd8mE4N
Kontakt:
📞 793 897 305
📧kontakt@cit.mielno.pl
Kategorie
Bez kategorii

#6 Tramwajem na plażę. Jak w 11 tygodni zbudowano linię, która odmieniła Mielno

W pierwszym artykule z cyklu Historyczne Piątki opisywaliśmy otwarcie linii kolejowej do Mielna w 1905 roku (znajdziecie go tutaj 👉 klik!). Tym razem chcielibyśmy opowiedzieć Wam o uruchomieniu elektrycznej kolei plażowej (Strandbahn), dzięki której podróż z Koszalina do Mielna stała się szybsza, wygodniejsza i – jak zachwalała ówczesna prasa – kończyła się niemal przy samej plaży.

Zbliżająca się inauguracja była nie lada wydarzeniem dla lokalnej społeczności oraz dla letników. Z tej okazji ukazało się specjalne wydanie gazety „Bade-Anzeiger”, w którym opublikowano obszerny reportaż z pierwszego przejazdu nową linią. Znacznie więcej informacji o kulisach całej inwestycji przynoszą jednak pierwsze numery tego czasopisma z 1913 roku. To właśnie na ich podstawie można dziś odtworzyć historię budowy niemal krok po kroku.

Od kłopotów do nowej wizji

Droga do uruchomienia mieleńskiego tramwaju wcale nie zaczęła się od ambitnych planów, lecz od problemów. Funkcjonująca od 1905 roku Mała Kolej (Kleinbahn) łącząca Koszalin z Mielnem nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Jej twórcy od początku zdawali sobie sprawę, że przedsięwzięcie nie przyniesie wielkich zysków – miało przede wszystkim ułatwić mieszkańcom oraz przyjezdnym dojazd nad morze. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza.

Wpływy z przewozów okazały się zbyt małe, by pokryć koszty utrzymania linii. a sytuację dodatkowo pogorszył pożar kilku zabudowań w Strzeżenicach wywołany przez wadliwie działający odiskrownik lokomotywy. Wypłacone odszkodowania stały się kolejnym poważnym obciążeniem dla przedsiębiorstwa.

Na tym kłopoty się nie kończyły. Królewska Dyrekcja Kolei zażądała przebudowy dworca w Mścicach oraz modernizacji części torowiska. Dla przynoszącej straty spółki oznaczało to kolejne wydatki, których nie była już w stanie udźwignąć. Próbowano nawet przekazać linię państwu, jednak Ministerstwo Kolei odmówiło jej przejęcia. Wówczas narodził się zupełnie nowy pomysł: zamiast utrzymywać nierentowną kolej parową, przebudować ją na nowoczesną linię elektryczną.

Wyścig z czasem

Jeszcze przed rozpoczęciem prac miasto Koszalin odkupiło od akcjonariuszy nierentowną Małą Kolej za zaledwie 30% wartości jej kapitału zakładowego. Dopiero przejęcie całego przedsiębiorstwa otworzyło drogę do realizacji nowej inwestycji. Projekt przygotowano w drugiej połowie 1912 roku, a 3 stycznia 1913 roku rada miejska zatwierdziła jego wykonanie stosunkiem głosów 18 do 11. Budowę należało zakończyć przed rozpoczęciem sezonu letniego, ponieważ to właśnie wakacyjne miesiące miały zapewnić rentowność nowego przedsięwzięcia. Na wykonanie wszystkich prac przewidziano zaledwie jedenaście tygodni (około dwóch i pół miesiąca).

Tempo robót było imponujące. W krótkim czasie przebudowano istniejące torowisko, rozwieszono sieć trakcyjną, wybudowano nowe hale wagonowe i przygotowano cały tabor. Pierwotnie planowano zakończenie trasy przy mieleńskim dworcu, ale szybko uznano, że znacznie praktyczniej będzie poprowadzić tory do samego centrum Mielna, aż do Hotelu Böttchera, znajdującego się naprzeciw dzisiejszej Biedronki. Niedługo później, dzięki wsparciu władz Unieścia, linię przedłużono do Hotelu Peglowa (położonego na wysokości dzisiejszego ośrodka Krokus). Co ciekawe, jeden z artykułów z epoki wspomina również o planach dalszego przedłużenia linii w kierunku Sarbinowa oraz o połączeniu z Chłopami. Ostatecznie pomysły te nigdy nie doczekały się realizacji.

Choć prace ukończono zgodnie z harmonogramem, inaugurację przesunięto o kilka dni. Podczas jazd próbnych wykryto drobne usterki wymagające usunięcia, a dodatkowego czasu potrzebowano również na przeszkolenie motorniczych i obsługi. Jak uspokajano w jednym z artykułów, nie były to poważne problemy, lecz decyzja podyktowana troską o bezpieczeństwo pasażerów. Długo wyczekiwane uroczyste otwarcie odbyło się 1 lipca 1913 roku.

Sukces frekwencyjny i nowoczesność

Nowa kolej plażowa od razu stała się wizytówką Mielna. Jak zachwalał „Bade-Anzeiger”, podczas gdy do wielu innych nadmorskich miejscowości po wyjściu z pociągu trzeba było jeszcze dojeżdżać powozem lub automobilem, w Mielnie elektryczny tramwaj „dowoził gości niemal do samej plaży”.

Połączenia realizowano co 20 minut, a w okresie największego ruchu nawet co 10 minut. Do obsługi linii przygotowano cztery wagony silnikowe, dwa duże wagony doczepne, cztery letnie wagony otwarte, dwa wagony pocztowo-bagażowe oraz tabor techniczny i towarowy, w tym specjalny wagon do przewozu ryb. Przy największym natężeniu ruchu linia mogła przewieźć nawet 800–900 pasażerów w ciągu godziny.

Równie atrakcyjnie prezentowała się oferta taryfowa. Przejazd z Koszalina do Mielna kosztował 45 fenigów (na krótszych odcinkach odpowiednio mniej), a dzieci oraz wojskowi korzystali z biletów ulgowych. Dostępne były bilety miesięczne oraz niedzielne bilety w obie strony. Co więcej, pasażerowie mogli bezpłatnie nadać bagaż już w Koszalinie, a przewoźnik zapowiadał, że od kolejnego sezonu będzie można odprawiać go bezpośrednio do nadmorskich kąpielisk.

Pierwsze tygodnie funkcjonowania pokazały, że inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę. Już 13 lipca 1913 roku tygodnik informował, że tylko na trasie Koszalin-Mielno tramwaje przewiozły 2529 pasażerów, natomiast na odcinku Mielno-Unieście podróż odbyło 751 osób (nie licząc posiadaczy biletów miesięcznych). Rok później, w podobnym okresie sezonu, liczba pasażerów korzystających z linii wzrosła do imponujących 9100 osób, co najlepiej świadczy o rosnącej popularności trasy.

Dziś po dawnej Strandbahn oprócz archiwalnych fotografii, starych map i wspomnień zapisanych na łamach przedwojennej prasy pozostały także materialne ślady tej niezwykłej inwestycji – przy ul. Parkowej ustawiono planszę oraz monument upamiętniający dawną linię. Ponad sto lat temu była symbolem nowoczesności i kluczowym impulsem dla rozwoju Mielna. Choć ambitne plany rozbudowy przerwał wybuch I wojny światowej, historia mieleńskiego tramwaju pokazuje, jak wielkie znaczenie dla nadmorskiego kurortu mogła mieć jedna, przemyślana inwestycja.

Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście

Otwarcie linii tramwajowej:

Tramwaj Park Hotel:
Trwamwaj przed hotelem Bottchera:
Rozpiska cen i przystanków w 1913 r.:
Strandbahn reklama z 1914 r.:

Źródła:

-Gołubicki B., Kasprowiak R., Koszalińska komunikacja miejska i plażowa, Łódź 2011.

-Müller J., Scholze R., Die Kösliner Stadt- und Strandbahn, Berlin 2015.

-Fest-Ausgabe des Bade-Anzeiger. Erschienen bei der Eröffnungsfeier der Strandbahn, Köslin 1913.

-Bade Anzeiger, Jg. 14, nr 1,2 i 3, Köslin 1913.

 

Przejdź do treści
Przejdź do treści