Rok 1945 przyniósł na Pomorzu nie tylko koniec wojny, ale również całkowitą zmianę rzeczywistości. Dawne niemieckie wsie i kąpieliska zaczęły szybko zmieniać swoje oblicze, pojawili się pierwsi polscy osadnicy, a wraz z nimi trzeba było urządzić życie od początku. Mimo tego już w pierwszych miesiącach po wojnie zaczęto patrzeć na wybrzeże również jako na miejsce przyszłego wypoczynku. Plaże były jeszcze puste, lecz nie brakowało przekonania, że warto będzie nad nie wrócić.
Opublikowany 7 października 1945 roku w „Wiadomościach Koszalińskich” artykuł poświęcony nadbałtyckim kąpieliskom i uzdrowiskom Pomorza Zachodniego pokazuje, jak postrzegano ten fragment wybrzeża tuż po wojnie. Autor zachwyca się jego przyrodą – wspomina o lasach, w których można usłyszeć śpiew słowika, szerokich plażach zachęcających do spacerów, a także o Jeziorze Jamno, które przedstawia jako doskonałe miejsce dla miłośników sportów wodnych. Nie ogranicza się przy tym tylko do opisu krajobrazu. Wspomina również o miejscowych atrakcjach, takich jak kościół i wał w Sarbinowie, rybackie tradycje Chłopów i Unieścia oraz park zdrojowy w Mielnie. Zwraca uwagę także na dojazd. Do Koszalina prowadzi „pierwszorzędna szosa”, natomiast trasa tramwajowa nie jest na razie obsługiwana z powodu zniszczenia taboru.
Widać wyraźnie w tekście początki kształtowania się nazewnictwa. Obok niemieckich nazw, takich jak Funkenhagen (dzisiejsze Gąski) czy Henkenhagen (Ustronie Morskie), możemy znaleźć już te polskie, choć nie wszystkie z nich przyjęły się później na stałe. Sarbinowo np. widnieje w tekście jako „Złotobrzeg”, a Unieście jako „Uniesty”. Obok nich pojawia się jeszcze niemiecka nazwa Deep (nieistniejąca dziś wieś Czajcze), a niemieckie Bauerhufen zostało skrócone do końcówki Hufen i odnosi się do dzisiejszych Chłopów. Mielno występuje natomiast już pod obecną nazwą, mimo że jej urzędowe zatwierdzenie nastąpiło dopiero w 1947 roku.
We wspomnianych miejscowościach stopniowo uruchamiano podstawowe usługi i instytucje, a pozostawione przez wcześniejszych mieszkańców pensjonaty i wille zaczęto wykorzystywać na nowe potrzeby. Pierwsi polscy wczasowicze przyjechali do Mielna już w 1946 roku. Trzy lata później utworzono Bałtycką Dyrekcję Funduszu Wczasów Pracowniczych, która przejęła część obiektów i rozpoczęła organizację wypoczynku pracowniczego.
Jak wyglądały te pierwsze lata, dobrze pokazuje „Głos Koszaliński” z 1952 roku. Gazeta pisała wówczas, że w Mielnie i Sarbinowie wypoczywa około 1400 osób podczas każdego turnusu. Mielno otrzymało również proporzec przechodni najlepszego ośrodka wczasowego. W reportażu znajdziemy całkiem zwyczajne obrazki: zanim wczasowicze wstali, pracownicy sprzątali alejki, przygotowywali pokoje, a kuchnia szykowała śniadanie. Przyjezdni trafiali tutaj z różnych stron Polski, między innymi z Warszawy, Lublina, Poznania i Śląska.
Prasa nie ograniczała się do pochwał. W połowie lat 50. coraz wyraźniej było widać, że przyjmowanie letników zaczyna być dla miejscowości poważnym wyzwaniem. Wczasowiczów nazywano czasem pogardliwie „turystyczną stonką”, ponieważ masowo wykupywali towary ze sklepów. W 1956 roku opisywano problemy związane z przygotowaniem do sezonu, a jednym z bardziej osobliwych zarzutów były krowy miejscowych rolników niszczące trawniki i klomby przed domami wczasowymi. Sami też mieli powody do narzekania. W 1959 roku goście domu wczasowego „Wczasowa Dola”, mieszczącego się w dawnym hotelu Böttchera (późniejszy Jantar), przechrzcili go na „Wczasową niedolę”, narzekając na wyżywienie i obsługę. Turystów przybywało też spoza systemu FWP, stając się coraz ważniejszą częścią sezonowego życia miejscowości.
Sam wypoczynek miał wtedy swój charakterystyczny rytuał. W 1956 roku wejście na strzeżoną plażę kosztowało 2 złote, (podczas gdy lokalna gazeta kosztowała 20 groszy). Można było wypożyczyć wiklinowy kosz plażowy, kajak czy rower wodny. W piasku kopano grajdoły, a po plaży chodzili sprzedawcy lodów i ogórków małosolnych. Na Jamnie można było popływać łodziami „Syrenka” i „Słoń”. Ważną rolę w organizacji czasu wczasowiczów odgrywali wówczas kaowcy, czyli pracownicy odpowiedzialni za tzw. kulturalno-oświatową stronę wczasów. Organizowali zabawy, występy, konkursy, wycieczki i inne atrakcje, dbając o to, aby pobyt nie kończył się wraz z zejściem z plaży. W domach wczasowych działały świetlice, odbywały się wieczorki taneczne i spotkania, a program rozrywkowy był stałym elementem turnusu.
Co istotne, nie wszystkie miejscowości rozwijały się w tym samym kierunku. Sarbinowo coraz mocniej otwierało się na letników, ale pozostawało również zapleczem rolniczym – jeszcze w latach 50. miejscowa prasa pisała o spółdzielni produkcyjnej i hodowli. Chłopy zachowywały charakter niewielkiej miejscowości rybackiej. Unieście łączyło rybołówstwo z wypoczynkiem, a położenie nad Jamnem dawało dodatkowe możliwości rekreacji. Mielenko pozostawało oazą spokoju, natomiast Łazy i Gąski stopniowo zyskiwały na znaczeniu.
Do Mielna trzeba było jeszcze czymś przyjechać. I tutaj szybko okazało się, że rosnąca popularność miejscowości przerosła możliwości transportu. W 1957 roku doszło do sporu między PKS a Miejską Komunikacją Samochodową w Koszalinie o obsługę połączenia nad morze. MKS chciała przejąć trasę i deklarowała możliwość wysyłania nawet dwunastu autobusów kursujących co pięć minut. Władze ostatecznie zdecydowały, że podstawową obsługę zachowa PKS, a w upalne dni i niedziele będą ją wspierały autobusy MKS. Prasa nie owijała sprawy w bawełnę: cały spór „psuł krew mieszkańcom i przyjezdnym”.
Lata 60. przyniosły kolejne zmiany. W Mielnie rozwijała się baza wczasowa i życie kulturalne, a w 1968 roku w Unieściu uruchomiono letnie kino „Muszelka”. Z drugiej strony nadal nie wszystko nadążało za rozwojem. W maju 1960 roku „Głos Koszaliński” zwracał uwagę na poważne problemy z wodą. Studnie były zbyt płytkie, część wody miała słony smak, a brak kanalizacji powodował ich zanieczyszczenie. Każde z przedsiębiorstw, w tym FWP, próbowało radzić sobie z zaopatrzeniem na własną rękę.
W kolejnych latach skala wypoczynku nadal rosła. Lata 70. przyniosły dalszą rozbudowę bazy turystycznej i kolejne ośrodki zakładowe, a Mielno i Unieście znalazły się wśród największych ośrodków wypoczynkowych polskiego wybrzeża. W 1970 roku dysponowały już łącznie 10 279 miejscami noclegowymi, co dawało im czwarte miejsce wśród ośrodków Pomorza Zachodniego – po Świnoujściu, Kołobrzegu i Dziwnowie, a przed Międzyzdrojami. Dodatkowo Sarbinowo miało wówczas 4050 miejsc noclegowych, a Łazy 3156. Na tym etapie nadmorski charakter tych miejscowości był już czymś trwałym, choć jego początki, widziane z perspektywy października 1945 roku, wyglądały jeszcze zupełnie inaczej.
Jarosław Bieńkowski
Stare Mielno i Unieście
Dom wypoczynkowy FWP Jantar

Jezioro Jamno, lata 60.

Sarbinowo, lata 60.

Plaża w Mielnie

Źródła:
– Osiński Z., Nadbałtyckie kąpieliska i uzdrowiska na Pom. Zachodnim, „Wiadomości Koszalińskie” 1945, nr 27, Koszalin, s. 4.
– Cierpisz Z., Jak zaopatrzyć Mielno w wodę?, „Głos Słupski”, nr 199, Słupsk 1971, s. 4.
– Urbanowicz K., Kuracjusze, letnicy i wczasowicze, czyli jak niegdyś wypoczywano na koszalińskim wybrzeżu, „Prestiż. Magazyn Koszaliński”, nr 131, Koszalin 2022, s. 38–41.
– Piskorski Cz., „Koła turystyki w życiu gospodarczym Pomorza Zachodniego w latach 1945–1972”, „Jantarowe Szlaki”, nr 1, Gdańsk 1973, s. 1–9.
– Lubojańska I., W nadmorskich wczasowiskach, „Głos Koszaliński”, nr 1, Koszalin 1952, s. 8.
– Franczukowski Z., Mieleńskie opowieści, Mielno/Połczyn Zdrój 2018.
– Juszczak E., Komunikacja miejska w Koszalinie w latach 1945–1989, „Przegląd Zachodniopomorski”, R. XXXI (LX), z. 4, Szczecin 2016, s. 105-138.









Źródła:

Trwamwaj przed hotelem Bottchera:
Rozpiska cen i przystanków w 1913 r.:
Strandbahn reklama z 1914 r.:








